Plan "Lalki" i Krakowskie Przedmieście

Rok wielkich obrazów i trudnych emocji

Między klasyką a nowymi językami opowiadania, kino 2026 odsłania swoje najważniejsze napięcia. To zapowiedź sezonu, w którym forma i treść znów idą ze sobą w parze.

Są takie lata, kiedy kino po prostu „gra” — premiery przesuwają się po afiszach, widzowie przychodzą i wychodzą, a świat toczy się dalej. I są też takie momenty rzadsze, kiedy filmy zaczynają mówić pełniejszym głosem. Rok 2026 zapowiada się właśnie jako ten drugi przypadek: sezon, w którym kino znów próbuje nazwać to, co wymyka się codziennemu językowi — lęk, stratę, pragnienie sensu, głód mitu.

Uderza przede wszystkim ton nadchodzących premier. Wielu twórców rezygnuje z ironii i dystansu, wracając do opowieści poważnych, gęstych, często bolesnych. W „Hamnecie” Chloe Zhao nie interesuje historia literatury, lecz cisza po tragedii — żałoba, która nie potrzebuje wielkich słów. Kamera zatrzymuje się na detalach, krajobrazach, spojrzeniach. To kino, które oddycha wolno i zaprasza widza do kontemplacji, nie do szybkiej konsumpcji.

Inny rodzaj skupienia proponują filmy dotykające współczesnych traum politycznych. „Głos Hind Rajab” Kaouther Ben Hani nie jest rekonstrukcją ani metaforą, lecz zapisem bezpośredniego doświadczenia przemocy. Wykorzystanie autentycznego nagrania głosu dziecka sprawia, że granica między filmem a świadectwem właściwie znika. To jedno z tych dzieł, które nie pozwalają na komfortowe oglądanie — i właśnie w tym tkwi ich siła.

Europejskie kino autorskie pozostaje wierne pytaniom o moralność i odpowiedzialność. Paolo Sorrentino w „La grazia” konfrontuje władzę z empatią, religię z prawem, prywatne sumienie z publiczną decyzją. Jego bohater nie jest herosem ani cynikiem, lecz człowiekiem uwięzionym między sprzecznymi racjami. Joachim Trier w „Wartości sentymentalnej” kieruje kamerę ku artystom, pokazując, że twórczość bywa nie tylko spełnieniem, lecz także źródłem samotności i utraty.

Rok 2026 to również powrót kina politycznego w formie bardziej refleksyjnej niż publicystycznej. „Mag z Kremla” Oliviera Assayasa zagląda do momentu narodzin współczesnej rosyjskiej władzy, skupiając się na mechanizmach uwodzenia ideą wpływu. To opowieść o ambicji, która z czasem zaczyna zastępować wartości, i o tym, jak łatwo estetyka może stać się narzędziem manipulacji.

Równolegle kino popularne odzyskuje mit. Christopher Nolan sięga po „Odyseję”, traktując ją nie tylko jako epicką podróż, lecz także jako historię o tożsamości i powrocie. Denis Villeneuve w trzeciej części „Diuny” kontynuuje filozoficzną refleksję nad władzą i mesjanizmem, udowadniając, że widowisko nie musi oznaczać rezygnacji z intelektualnej ambicji. To superprodukcje, które chcą być czymś więcej niż tylko spektaklem.

Na tym tle szczególnie interesująco rysuje się kino polskie. „Lalka” w reżyserii Macieja Kawalskiego nie zapowiada się jako klasyczna adaptacja szkolnej lektury, lecz próba rozmowy z XIX-wiecznym tekstem z perspektywy współczesnej wrażliwości. Twórcy deklarują chęć stworzenia filmu, który przyciągnie zarówno widzów wychowanych na klasyce, jak i tych, którzy szukają w kinie emocji i wizualnej intensywności.

Równie mocno osadzone w historii są inne polskie premiery. „Zima pod znakiem Wrony” Kasi Adamik przenosi widza do Warszawy początku lat 80., oglądanej oczami zagranicznej bohaterki, stopniowo uświadamiającej sobie, że znalazła się w samym środku politycznego dramatu. Piotr Domalewski w filmie o Grażynie i Jacku Kuroniach proponuje natomiast opowieść nie tyle biograficzną, co intymną — historię relacji, która musiała zmierzyć się z bezkompromisowością idei.

Wśród nadchodzących premier nie zabraknie także filmów młodszych twórców, nagradzanych na festiwalach i eksplorujących temat wolności — osobistej, społecznej, cielesnej. To kino często skromniejsze formalnie, ale odważne w stawianiu pytań o granice komfortu, bezpieczeństwa i odpowiedzialności.

Źródło: PAP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *